Wiosna 2026 roku przyniosła w polskiej piłce nożnej gorącą dyskusję nie tylko o wynikach na boisku, ale też o samych boiskach. Kiepski stan muraw na kilku ekstraklasowych stadionach zmusił zarządców obiektów do pilnych działań — nie wszędzie jednak znaleziono chęci i pieniądze na interwencję. Sprawa Motoru Lublin pokazuje, że problem może mieć poważne konsekwencje sportowe i organizacyjne.
Radom: Awantura o murawę kosztowała trenera posadę
Pierwsze do działania ruszyło Radomskie Centrum Sportu. Przez tygodnie murawa na stadionie przy ulicy Struga 63 była obiektem drwin — podziurawiona, zniszczona przez ostrą zimę i intensywną eksploatację (trzy mecze w ciągu ośmiu dni). Trener Radomiak Goncalo Feio przez złą nawierzchnię stracił panowanie nad sobą, publicznie zbluzgał radnego Dariusza Wójcika i wylądował na bruku. Decyzja o wymianie zapadła w połowie marca, gdy pojawiła się groźba przeniesienia meczu reprezentacji Polski U21 z Armenią poza Radom. Firma Dropservice z Warszawy ułożyła nową trawę sprowadzoną z Węgier w zaledwie kilka dni — roboty zakończyły się 21 marca, a koszt wyniósł 820 tys. zł netto.
Gdynia: Gdyńskie Centrum Sportu płaci, Arka korzysta
Podobny los spotkał murawę na Stadionie Miejskim w Gdyni. Decyzja o wymianie zapadła bezpośrednio po meczu Arki z Widzewem — dotychczasowa nawierzchnia po prostu nie nadawała się do gry. Pełny koszt inwestycji pokryło Gdyńskie Centrum Sportu, a nowa murawa była gotowa na mecz z Zagłębiem Lubin 7 kwietnia. Co ciekawe, to dopiero druga całkowita wymiana trawy na tym obiekcie od jego otwarcia w 2011 roku — poprzednia miała miejsce w 2019 roku przed Mistrzostwami Świata U-20.
Łódź: Widzew nie czekał, ŁKS czeka na lato
W Łodzi sytuacja była dwutorowa. Miasto zaplanowało wymianę muraw na stadionach Widzewa i ŁKS-u dopiero po sezonie — operatorowi obiektu przy Piłsudskiego nie spieszyło się z działaniem w trakcie rozgrywek. Widzew nie zamierzał jednak grać do końca sezonu na zdegradowanej nawierzchni. Klub — na czele z prezesem Robertem Dobrzyckim — podjął decyzję o samodzielnym sfinansowaniu wymiany, szacowanej na około 1,5 miliona złotych. Prace ruszyły po meczu z Górnikiem Zabrze pod koniec marca, a nową trawę sprowadzono z Węgier. Roboty zakończono tydzień przed terminem. Stadion ŁKS-u przy al. Unii Lubelskiej na nową murawę czeka od prawie siedmiu lat — miasto zabezpieczyło środki, ale wymiana ma nastąpić dopiero po zakończeniu sezonu.
Lublin: Miasto nie chce płacić, Motor straszy przeprowadzką
Najgorętsza sytuacja panuje w Lublinie. Już w połowie marca lubelski MOSiR jasno komunikował, że wymiana murawy na Motor Lublin Arenie nie jest planowana — mimo że trener Mateusz Stolarski otwarcie przyznawał, iż stan boiska jest niezadowalający. Zabiegi pielęgnacyjne miały „poprawić sytuację”, ale nie rozwiązały problemu. 12 kwietnia klub wydał szokujący komunikat: z powodu bardzo złego stanu murawy wstrzymano otwartą sprzedaż biletów na zbliżający się mecz z Lechem Poznań. Motor nie wykluczył przeniesienia spotkania na inny stadion i zapowiedział dalsze informacje w tej sprawie. Dla kibiców Motoru taka perspektywa — oglądanie domowego meczu z Lechem poza Lublinem — byłaby trudna do zaakceptowania. Sprawa nadal pozostaje otwarta.
Gorący sezon dla zarządców stadionów
Problemy z murawami dotknęły w tym sezonie niemal połowę ekstraklasowych obiektów. Łączy je kilka wspólnych mianowników: trudna zima, intensywna eksploatacja i — jak pokazuje przykład Lublina — brak gotowości samorządowych zarządców do reagowania w trakcie sezonu. Tam, gdzie decyzje podjęto szybko — Radom, Gdynia, Widzew — trawa z Węgier pojawiała się na boisku w ciągu tygodnia. Pytanie, czy Lublin pójdzie w końcu tą samą drogą, zanim Motor faktycznie zagra swój „domowy” mecz na wyjeździe.



