Jeszcze kilka lat temu trudno było sobie wyobrazić, że Tottenham Hotspur – klub z ponad 60-tysięcznym stadionem, budżetem transferowym w setkach milionów euro i trofeum Ligi Europy w gablotce – będzie walczyć o utrzymanie w Premier League. Tymczasem sezon 2025/26 przyniósł „Kogutom” scenariusz rodem z horroru.
Strefa spadkowa. Jak do tego doszło?
Po poprzednim sezonie, w którym Tottenham zakończył ligowe zmagania dopiero na 17. miejscu, klub nie wyciągnął właściwych wniosków. Zimą 2024/25 zwolniono Ange Postecoglo – australijskiego szkoleniowca, który mimo triumfu w Lidze Europy nie potrafił poukładać drużyny w lidze – i zatrudniono Thomasa Franka. Duńczyk, który dokonał cudów w Brentford, miał być trenerem na lata. Nie wytrzymał jednak nawet do Nowego Roku. Jego następcą został chorwacki szkoleniowiec Igor Tudor, ale i on okazał się chybioną decyzją. Po zaledwie siedmiu meczach w marcu 2026 roku klub ogłosił rozstanie z Chorwatem „za porozumieniem stron”.
Chaos trenerski to jednak tylko jeden z objawów głębszej choroby. W pierwszych miesiącach 2026 roku Tottenham nie wygrał ani jednego meczu ligowego przez dziesięć kolejnych spotkań. Bilans był druzgocący: remis z Brentford, remis z Sunderlandem, porażki z Bournemouth, West Hamem, Manchesterem United, Newcastle czy Arsenalem. Na początku kwietnia, po przegranej właśnie z Sunderlandem przy jednoczesnym zwycięstwie West Hamu, „Koguty” oficjalnie znalazły się w strefie spadkowej.
Skład za 800 milionów euro
Paradoks tej sytuacji jest tym większy, że Tottenham dysponuje bardzo drogim składem. Latem 2025 roku klub wydał blisko 63,8 mln euro na Mohammed Kudusa sprowadzonego z West Hamu, 35 mln euro na Mathysa Tela wykupionego z Bayernu Monachium, a na zasadzie wypożyczenia z opcją wykupu trafił do Londynu João Palhinha. W kadrze są też tacy piłkarze jak Son Heung-min, Cristian Romero, Dominic Solanke, Dejan Kulusevski czy Rodrigo Bentancur. Skład wyceniany na ponad 800 milionów euro gra jak drużyna walcząca o przetrwanie – to zdanie, które obiegło angielskie media jeszcze wiosną 2026 roku.
De Zerbi ostatnią deską ratunku
Pod koniec marca 2026 roku Tottenham zatrudnił Roberto De Zerbiego – trzeciego trenera w sezonie. Włoch, dobrze znany z Premier League po swojej pracy w Brighton, podpisał kontrakt aż do 2031 roku i od razu zadeklarował, że zostanie w klubie niezależnie od tego, czy Spurs utrzymają się w lidze. Jego debiut zakończył się jednak porażką z Sunderlandem, co tylko pogłębiło kryzys.
Na początku kwietnia 2026 roku Tottenham znajdował się na 18. miejscu z dorobkiem 30 punktów. Na platformach bukmacherskich i rynkach prognoz prawdopodobieństwo spadku „Kogutów” wyceniane jest na około 32 procent – wyżej niż jakikolwiek inny klub z wyjątkiem Wolves i Burnley, które są praktycznie skazane na degradację.
Co grozi przy spadku?
Konsekwencje degradacji byłyby bolesne na wielu płaszczyznach. Większość piłkarzy ma w kontraktach tzw. klauzule spadkowe, które automatycznie obniżają ich wynagrodzenia o około 50 procent. Klub utraciłby też ogromne przychody z praw telewizyjnych i sponsorskich. Tottenham nie był w drugiej lidze angielskiej od 1978 roku – obecna seria nieprzerwanej obecności w najwyższej klasie rozgrywkowej liczy już 48 sezonów.
Sześć kolejek przed końcem sezonu los „Kogutów” wciąż pozostaje nierozstrzygnięty. De Zerbi ma do dyspozycji kadrę, która w teorii powinna walczyć o europejskie puchary. Pytanie brzmi, czy zdoła ją obudzić zanim będzie za późno.



