San Antonio Spurs pokonali na wyjeździe New York Knicks 115:111 w trzecim meczu finałów NBA 2026, przerywając imponującą serię 13 zwycięstw nowojorczyków, a obecność prezydenta USA Donalda Trumpa wywołała burzę emocji na trybunach Madison Square Garden.
Wembanyama zatrzymuje rozpędzonych Knicks
Victor Wembanyama rozegrał swój pierwszy wielki mecz finałowy w legendarnej nowojorskiej hali, notując 32 punkty, 8 zbiórek i 6 asyst, prowadząc Spurs do zwycięstwa 115:111 nad Knicks.
Francuz przerwał tym samym serię 13 kolejnych wygranych Knicks w play-offach, która była drugą najdłuższą w historii NBA, a zarazem pierwszą porażkę nowojorczyków od 46 dni.
Spurs zbudowali w trzeciej kwarcie przewagę, którą dowieźli do końca mimo kolejnego pościgu w wykonaniu Jalena Brunsona.
Obok Wembanyamy ważne punkty dorzucili m.in. Stephon Castle, który zakończył mecz z 23 oczkami, oraz De’Aaron Fox, trafiający w kluczowych fragmentach czwartej kwarty.
Knicks wciąż prowadzą w serii
Dla Knicks była to pierwsza porażka w finałach po dwóch wyjazdowych zwycięstwach w San Antonio, dzięki którym prowadzili 2:0 przed przeniesieniem rywalizacji do Nowego Jorku.
Po meczu numer trzy nowojorczycy nadal prowadzą w serii 2:1, ale Spurs zapewnili sobie przynajmniej powrót do Teksasu na piąte spotkanie.
Jalen Brunson kolejny raz był liderem Knicks, rzucając 32 punkty i niemal w pojedynkę ciągnąc zespół w końcówce, z kolei OG Anunoby dołożył ważne trafienia z dystansu.
Seria przenosi się teraz do czwartego meczu w Madison Square Garden, w którym Spurs mogą wyrównać stan finałów, zanim rywalizacja wróci do San Antonio.
Trump w hali i głośne gwizdy z trybun
Trzeciemu meczowi finałów NBA 2026 towarzyszyła wyjątkowa oprawa polityczna – na trybunach pojawił się prezydent Stanów Zjednoczonych Donald Trump.
To pierwszy w historii urzędujący prezydent USA, który osobiście zjawił się na meczu finałów NBA, co już przed spotkaniem wywoływało ogromne zainteresowanie mediów i kibiców.
Kiedy obraz Trumpa pojawił się na wielkim ekranie w Madison Square Garden podczas hymnu, z trybun rozległa się potężna fala gwizdów, zagłuszająca nawet standardowe buczenie na widok drużyny gości.
Prezydent oglądał mecz z loży właściciela Knicks Jamesa Dolana, z którym od lat utrzymuje bliskie relacje towarzyskie i biznesowe.
Bezpieczeństwo jak na lotnisku i odwołana strefa kibica
Obecność Trumpa wymusiła zastosowanie procedur bezpieczeństwa na poziomie Secret Service, co całkowicie zmieniło doświadczenie kibiców wybierających się na mecz Knicks – Spurs.
Władze zapowiedziały liczne zamknięcia ulic wokół Madison Square Garden, zakaz wnoszenia toreb oraz szczegółowe kontrole przy wejściach, porównywane w komunikatach do „kontroli jak na lotnisku TSA”.
Klub oficjalnie zaapelował do fanów, by pojawili się na hali co najmniej dwie godziny przed rozpoczęciem spotkania i ograniczyli bagaż do absolutnego minimum, podkreślając, że nie będzie żadnej przechowalni zakazanych przedmiotów.
Jednym z najbardziej odczuwalnych skutków wizyty prezydenta była decyzja policji i Secret Service o odwołaniu popularnej strefy kibica przed MSG na trzeci mecz finałów, co wywołało spore niezadowolenie nowojorczyków.
Powrót wielkiej rywalizacji Spurs – Knicks
Finały NBA 2026 to symboliczny powrót rywalizacji Spurs – Knicks na największą scenę, po raz pierwszy od pamiętnej serii z 1999 roku, kiedy San Antonio zdobyło pierwszy tytuł mistrzowski w historii klubu.
Po ponad dwóch dekadach to właśnie starcie Spurs z Knicks znów definiuje czerwcowy krajobraz NBA, łącząc sport na najwyższym poziomie z polityką i niezwykłą atmosferą nowojorskiej hali.
Wembanyama i spółka wciąż stoją przed historycznym wyzwaniem – żadna drużyna nie wygrała finałów NBA, przegrywając wcześniej w serii 0:2 u siebie – ale zwycięstwo w Madison Square Garden pokazuje, że Spurs nie zamierzają tylko statystować w nowojorskim święcie koszykówki.



