Lid: W środę 29 kwietnia na Wanda Metropolitano padł remis 1:1. Dziś wieczór, w rewanżu na Emirates Stadium, Arsenal i Atletico Madryt rozstrzygną, kto zagra w finale Ligi Mistrzów w Budapeszcie. Stawka jest olbrzymia, emocje sięgają zenitu, a kontrowersje z pierwszego meczu dolały jeszcze oliwy do ognia.
Kontrowersje ciągle wiszą w powietrzu
Pierwsze spotkanie półfinałowe przy Estadio Metropolitano obfitowało w dramatyczne momenty. W pierwszej połowie prowadzenie Arsenalowi dał Viktor Gyokeres z rzutu karnego, po przerwie wyrównał Julian Alvarez – również z jedenastki. Kluczowy moment nastąpił w 78. minucie, gdy arbiter Danny Makkelie najpierw wskazał na karnego dla Kanonierów po faulu na Eberechi Eze, a następnie po analizie VAR cofnął swoją decyzję. Piłkarze Arsenalu byli wściekli, a zachowanie Diego Simeone podczas weryfikacji wideo skrytykowała legenda futbolu Steve McManaman, nazywając je „skandalicznym”.
Kapitan pomocników Declan Rice nie gryzł się w język po meczu. „To ewidentny rzut karny i nie wiem, jak to możliwe, że go nie podyktowano. Myślę, że kibice sprowokowali decyzję i zmienili zdanie sędziego” – powiedział Rice. Te słowa mogą go kosztować zawieszenie – UEFA przygląda się wypowiedzi i czeka na oficjalny raport Makkeliego. Jeśli centrala uzna, że Rice podważył uczciwość arbitra, grozi mu pauza, podobna do tej, którą odbył w 2022 roku po komentarzach po meczu z Eintrachtem Frankfurt.
Arteta: „Całkowicie nie do przyjęcia”
Mikel Arteta również nie krył rozczarowania po pierwszym meczu. „Po powrocie do szatni, ponownym obejrzeniu całej sekwencji – to jest niezwykle rozczarowujące i irytujące. To było niezgodne z zasadami i zmieniło przebieg gry. Jestem bardzo, bardzo zdenerwowany” – powiedział trener Kanonierów stacji TNT Sports. Wcześniej Arsenal złożył nawet oficjalny protest do UEFA – podobnie jak wcześniej FC Barcelona – w sprawie stanu murawy na Metropolitano.
Przed rewanżem Arteta nastraja się jednak bojowo. „Jesteśmy w tym miejscu z powodu naszej pracy. To, co osiągnęliśmy w tym sezonie, jest niezwykłe, ale wiemy, że musimy dobrnąć do końca” – dodał szkoleniowiec, cytowany przez The Guardian. Gyokeres z kolei zapewnia, że drużyna skupia się wyłącznie na grze: „Przed nami dwa magiczne wieczory. Nie myślimy o tym, co było – tylko o tym, co jest przed nami”.
Simeone zmienił hotel – i podejście?
Diego Simeone przed rewanżem rozbawił dziennikarzy na konferencji prasowej, zdradzając, że Atletico zmieniło hotel podczas pobytu w Londynie. Zapytany o powód, trener bez ogródek oznajmił: „Był tańszy”. Hiszpański strateg jest jednak mistrzem w taktycznym przygotowaniu do wyjazdowych meczów eliminacyjnych – w tym sezonie jego drużyna wygrała kluczowe starcia u Barcelony w ćwierćfinale LM, co świadczy o umiejętności gry poza własnym stadionem.
Warto przypomnieć, że w październiku, w fazie ligowej Ligi Mistrzów, Arsenal rozbił Atletico aż 4:0 na Emirates – dwa gole zdobył wówczas Gyokeres, a po jednym Gabriel i Martinelli. To daje Kanonierzom ogromną pewność siebie przed własną publicznością.
Forma i stawka
Arsenal po remisie na Metropolitano jest lekkim faworytem bukmacherów w rewanżu – kurs na wygraną Kanonierów wynosi ok. 1,90-2,17 na wygraną pierwszej połowy, a na obie drużyny strzelą bramkę – ok. 1,90. Wynik po 180 minutach to 1:1, co oznacza, że dziś na Emirates wszystko jest możliwe – wygrana gospodarzy kwalifikuje ich bezpośrednio, wygraną gości awansuje Atletico, a przy remisie po dogrywce decydowałyby rzuty karne.
Stawką jest pierwsze od 2006 roku miejsce Arsenalu w finale Ligi Mistrzów. Finał w Budapeszcie czeka – ale najpierw trzeba pokonać Atletico Diego Simeone. Mecz rozpocznie się o godzinie 21:00.


