Udostępnij artykuł:

Upiorna noc na mundialu w 1/8 finału MŚ 2026. Brazylia wypuściła prowadzenie i sensacyjnie odpadła z Norwegią 1:2, a Anglia w piekle Azteca przetrwała grę w osłabieniu, pokonując Meksyk 3:2 po dublecie Jude’a Bellinghama i golu Harry’ego Kane’a.

Brazylia wypuszcza prowadzenie

Starcie Brazylia – Norwegia w East Rutherford od pierwszych minut było reklamowane jako hit 1/8 finału i spełniło wszystkie oczekiwania. Canarinhos szybko przejęli inicjatywę, mieli nieuznanego gola po interwencji VAR oraz rzut karny, którego jednak nie wykorzystali – to był pierwszy punkt zwrotny dramatu pięciokrotnych mistrzów świata.

Po przerwie Brazylia nadal prowadziła grę, ale coraz mocniej „oddawała” metr po metrze boiska Norwegom, którzy zaczęli wyprowadzać groźne kontry przy każdym straconym podaniu w środku pola. Kiedy wydawało się, że doświadczenie i szeroka kadra Canarinhos dowiozą wynik, mecz w ostatnim kwadransie kompletnie wymknął im się spod kontroli.

Haaland bohaterem Norwegii

Norwegia wyrównała po świetnie rozegranej akcji, a prawdziwy cios wyszedł z buta Erlinga Haalanda w samej końcówce. Snajper Wikingów najpierw dopadł piłkę w polu karnym po szybkim przeniesieniu gry na skrzydło, a w 90. minucie huknął jak z armaty, pieczętując wygraną 2:1 i historyczny awans do ćwierćfinału.

Brazylijczycy po końcowym gwizdku byli dosłownie w łzach, schodząc ze stadionu w przekonaniu, że wypuścili z rąk mecz, który mieli pod kontrolą. W Norwegii natomiast wybuchło euforyczne „szaleństwo na ulicach Oslo”, a piłkarze wprost mówili, że po takim zwycięstwie „mogą zostać mistrzami świata”.

Anglia w piekle Azteca

Kilka godzin później mundialowa karuzela emocji przeniosła się na Estadio Azteca, gdzie Meksyk podejmował Anglię w swoim wymarzonym meczu w fazie pucharowej. Gospodarze byli nakręceni atmosferą i wysokością, a eksperci ostrzegali, że Anglia może mieć problemy z oddychaniem… także piłkarsko.

Synowie Albionu odpowiedzieli jednak najlepszym występem turnieju. Już w pierwszej połowie Jude Bellingham w odstępie zaledwie kilkudziesięciu sekund strzelił dwa gole – najpierw po znakomitej akcji wyprowadzonej przez Declana Rice’a i dośrodkowaniu Bukayo Saki, a chwilę później wykańczając akcję z udziałem Harry’ego Kane’a. Meksyk jeszcze przed przerwą wrócił do gry trafieniem Juliana Quiñonesa, podkręcając poziom nerwów w brytyjskim sztabie.

Dublet Bellinghama i gol Kane’a

Po zmianie stron sytuacja Anglii skomplikowała się jeszcze bardziej – Jarell Quansah obejrzał czerwoną kartkę i drużyna Thomasa Tuchela musiała bronić prowadzenia w dziesiątkę. W kluczowym momencie Anthony Gordon w swoim wejściu z ławki wywalczył rzut karny, a Harry Kane wykorzystał jedenastkę, podwyższając na 3:1 i notując kolejne trafienie na tym mundialu.

Końcówka zamieniła się w oblężenie angielskiej bramki: po faulu Kane’a i analizie VAR Meksyk dostał karnego, który Raúl Jiménez zamienił na 3:2, a Azteca eksplodowała nadzieją. Mimo naporu gospodarzy Anglia utrzymała wynik, pokazując ogromną dojrzałość i charakter – z piekła wysokości i gorąca wydostała się z awansem do ćwierćfinału.

Droga do ćwierćfinału: Anglia vs Norwegia

Wygrana z Meksykiem oznaczała dla Anglików przepustkę do ćwierćfinału, gdzie czeka już rozpędzona Norwegia po sensacyjnym wyeliminowaniu Brazylii. Narracja mundialu ułożyła się więc idealnie: Haaland, który wysłał Canarinhos do domu, kontra duet Bellingham–Kane, niosący Synów Albionu.

Po takiej nocy świat futbolu dostał dwa mocne obrazy MŚ 2026 – łzy brazylijskiego giganta i twardą, pełną determinacji twarz Anglii, która w najbardziej wymagających warunkach potrafiła wygrać prawdziwy piłkarski horror.

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *