Udostępnij artykuł:

Miały być rekordowe nagrody dla bohaterów polskiego sportu. Zamiast tego – tokeny w aplikacji, brak wypłat i coraz głośniejsze pytania o to, czy ktokolwiek w ogóle zobaczy te pieniądze. Afera wokół giełdy kryptowalut Zondacrypto rozgorzała na dobre po Zimowych Igrzyskach Olimpijskich Mediolan-Cortina 2026.

Skąd się wzięła ta współpraca?

We październiku 2025 roku Radosław Piesiewicz, prezes Polskiego Komitetu Olimpijskiego, ogłosił w Monako bezprecedensową umowę – Zondacrypto zostało sponsorem generalnym olimpijskiej reprezentacji Polski aż do igrzysk w Los Angeles w 2028 roku. Na jej mocy sportowcy mieli otrzymywać nagrody nie w gotówce, ale w tokenie TMPL emitowanym przez giełdę. Brzmiało to nowocześnie i atrakcyjnie – do czasu, gdy okazało się, że tokeny to nie to samo co pieniądze na koncie.

Żurek czeka, Tomasiak czeka. Pieniędzy nie ma

Damian Żurek, łyżwiarz szybki i medalista zimowych igrzysk, wprost powiedział w rozmowie z WP SportoweFakty: „Nagroda jest już na moim koncie w aplikacji Zondacrypto, od razu zleciłem ich wypłatę, a od tego momentu czekam na pieniądze na swoim koncie bankowym”. Olimpijczyk oczekuje 100 tys. zł, a firma poinformowała go, że wypłata nastąpi „do końca kwietnia”. Żurek przyznał otwarcie, że odczuwa strach i wmawia sobie, że wszystko będzie dobrze.

Jeszcze trudniejsza jest sytuacja Kacpra Tomasiaka – potrójnego medalisty tych samych igrzysk w skokach narciarskich. Na jego koncie w aplikacji kryptowalutowej figuruje równowartość aż 550 tys. zł, jednak realne środki wciąż nie trafiły na jego konto bankowe. Łącznie Zondacrypto ma do wypłaty olimpijczykom kwotę ok. 1,35 mln zł – czekają m.in. Władimir Semirunnij (200 tys. zł) i Paweł Wąsek (200 tys. zł). Co więcej, według premiera Donalda Tuska poszkodowanych we wszystkich operacjach Zondacrypto może być nawet 30 tys. osób.

Piesiewicz: „To zorganizowana nagonka”

Prezes PKOl Radosław Piesiewicz nie zamierza podawać się do dymisji i nie widzi powodów do zerwania umowy ze sponsorem. Tłumaczył, że przed podpisaniem kontraktu PKOl zasięgnął dwóch opinii prawnych i nie znalazł żadnych przeszkód formalno-prawnych. Co więcej – w październiku 2025 roku komitet wysłał pismo do ABW z pytaniami o ewentualne ryzyka związane ze współpracą z Zondacrypto. „Do dziś nie otrzymaliśmy żadnej odpowiedzi, a dziś dowiadujemy się o powiązaniach firmy z rosyjską mafią” – mówił Piesiewicz, dodając, że „dopóki sponsor wywiązuje się z warunków umowy, jesteśmy zobligowani do dalszej współpracy”. Całą falę krytyki określił mianem „zorganizowanej nagonki”.

Warto przypomnieć, że na początku kwietnia doszło do kolejnego zamieszania wokół prezesa PKOl – podczas Gali Olimpijskiej wręczył Tomasiakowi czek z błędną kwotą, co wywołało ogromne poruszenie w mediach.

Premier Tusk mówi o rosyjskiej mafii. Prokuratura wkracza

Sytuację skomplikował premier Donald Tusk, który w Sejmie oświadczył, że „u źródeł sukcesu finansowego Zondacrypto stoją rosyjskie pieniądze powiązane z bratwą – jedną z najważniejszych grup mafijnych w Rosji – a także ze służbami specjalnymi Kremla”. Z inicjatywy Prokuratora Generalnego Waldemara Żurka prokuratura podjęła się zbadania informacji medialnych o nieprawidłowościach w funkcjonowaniu giełdy. Prezes Zondacrypto utrzymuje z kolei, że dostęp do rezerw bitcoina ma… zaginiony założyciel firmy.

Sprawa ma więc wiele wymiarów jednocześnie: zamrożone nagrody dla sportowców, wątpliwy status prawny giełdy, powiązania z rosyjskim kapitałem i pytania o odpowiedzialność PKOl za tak kontrowersyjny wybór sponsora. Olimpijczycy – zamiast cieszyć się owocami swoich sukcesów – muszą teraz czekać i liczyć na to, że obiecane pieniądze w ogóle do nich dotrą.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *