FC Barcelona wpadła w dołek w najgorszym momencie sezonu. Najpierw dostała 0:4 od Atletico Madryt w pierwszym meczu półfinału Pucharu Króla, a potem przegrała 1:2 z Gironą w 24. kolejce LaLiga. W obu spotkaniach pojawiły się kontrowersje sędziowskie na niekorzyść Barcelony, ale prawdziwy problem jest głębszy, bo w tych dwóch meczach zespół Hansiego Flicka wyglądał jak drużyna bez kontroli, bez balansu i bez planu B.

0:4 z Atletico. Barcelona rozbita, a potem siedem minut analiz i anulowany gol

W Madrycie Atletico zdominowało Barcelonę już w pierwszej połowie. Gole padły po błędach i kontratakach, a gospodarze do przerwy prowadzili 4:0 po trafieniach, które El Pais opisał jako efekt przewagi w intensywności i jakości w przejściach z obrony do ataku. Flick reagował nerwowo, w 36. minucie wpuścił Lewandowskiego, ale nie zmieniło to obrazu meczu.

Po przerwie Pau Cubarsi trafił do siatki, ale bramka została anulowana po długiej analizie VAR, bo sędzia dopatrzył się spalonego Roberta Lewandowskiego we wcześniejszej fazie akcji. Sam fakt, że Barcelona rozmawia o anulowanym golu przy wyniku 0:4, jest symptomatyczny. To nie jest szukanie detalu, tylko łapanie czegokolwiek, co można wytłumaczyć poza własną grą.

Protest Barcelony i temat sędziów, który przykrywa grę

Po meczu z Atletico Barcelona zapowiedziała protest w związku z decyzją o anulowaniu gola i ogólnym sposobem prowadzenia spotkania. W Hiszpanii dyskusja poszła szeroko, bo pojawił się też wątek półautomatycznego spalonego i problemów technologii w zagęszczonym polu karnym.

Tyle że nawet jeśli uznać, że sędziowanie Barcelonie nie pomogło, to Atletico i tak wygrało ten mecz piłkarsko. Barcelona wyglądała źle w bronieniu kontrataków, źle w doskoku i źle w zabezpieczeniu środka.

1:2 z Gironą. Flick widział błąd, ale nie zrobił z tego wymówki

Kilka dni później przyszła porażka z Gironą 1:2 i znów było głośno o sędziach. W 87. minucie Girona strzeliła gola na 2:1, a wcześniej Jules Kounde mógł być faulowany, lecz sędzia bramkę uznał, a VAR nie zmienił decyzji. Flick na konferencji mówił, że nie chce o tym gadać, bo wszyscy widzieli tę sytuację.

Jednocześnie niemiecki trener uderzył w sedno. Powiedział, że Girona zasłużyła na zwycięstwo, stworzyła sporo okazji, a Barcelona grała bardzo źle w obronie, szczególnie przy kontratakach. Dodał, że zespół był zbyt otwarty, pomocnicy nie trzymali pozycji i przez to obrońcy mieli ogromny problem.

Najbardziej wymowna była decyzja o dwóch dniach wolnego dla zawodników. Flick wprost stwierdził, że drużyna potrzebuje resetu.

Co jest źródłem kryzysu Barcelony

Barcelona przegrywa dziś nie tylko wyniki, ale też swoją tożsamość. W Madrycie została zjedzona tempem, w Gironie zabrakło jej kontroli, a w obu meczach pękała przy przejściach rywala do ataku. To nie wygląda jak jednorazowy wypadek przy pracy, tylko jak problem ze strukturą, w której środek pola nie chroni obrony, a obrona nie ma wsparcia, gdy mecz robi się otwarty.

Jeśli Barcelona nie zatrzyma tego trendu, temat protestów i kontrowersji będzie tylko dymem, który przykrywa prawdziwe ognisko. Bo sędzia może zabrać jedną decyzję, ale nie zabierze czterech straconych goli do przerwy i nie zabierze faktu, że Girona znalazła drogę do zwycięstwa, gdy Barcelona miała już mecz na dłoni.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *