Reprezentacja Polski wraca do gry w Rugby Europe Trophy meczem z Chorwacją w Makarskiej. Po bolesnej porażce 30:32 z Czechami sztab Kamila Bobryka i Tomasza Stępnia mocno przemeblował skład, stawiając na trzech debiutantów i odświeżając rywalizację na kilku pozycjach. Co mówi ta selekcja przed decydującą fazą walki o awans?
Nowa kadra na Chorwację: sygnał, że nikt nie ma pewnego miejsca
Na oficjalnej stronie Polskiego Związku Rugby ogłoszono 23-osobowy skład na wyjazdowy mecz z Chorwacją w Makarskiej. W pierwszej piętnastce znalazł się jeden debiutant – skrzydłowy Eryk Swiech (Jersey RFC), a na ławce kolejnych dwóch: Nikolas i Aleksander Lechowscy z Budowlanych Łódź. Do roli kapitana wraca Piotr Zeszutek, co ma dać drużynie mocny głos lidera w kluczowym momencie sezonu.
Trzon zespołu tworzą dobrze znani kadrowicze: pierwsza linia Wojtkowicz – Wilczuk – Szwagrzak, w drugiej Jakub Małecki obok Zeszutka, a w trzeciej m.in. Halaifonua, Mirosz i Botha. W ataku utrzymano sprawdzony duet 9–10 Plichta – Piotrowicz, na centrze grają Saborit-Zajdow i Reksulak, a na skrzydłach Korneć i debiutujący Swiech, z Wróblem na pozycji obrońcy.
W porównaniu ze starciem z Czechami w Gdyni wypadło kilku ważnych zawodników, jak Jonathan O’Neill czy Thomas Toevalu Leszka, którzy zdobywali punkty lub dawali sporo fizyczności. To wyraźny sygnał, że sztab nie boi się trudnych decyzji i szuka świeżości szczególnie w ataku oraz w trzeciej linii, a wiosenne mecze traktuje jako realną weryfikację układu sił przed kolejnym cyklem.
Co poszło nie tak z Czechami?
Mecz z Czechami w Gdyni zakończył się porażką 30:32, choć biało‑czerwoni do przerwy prowadzili 17:14 i długo byli w grze o zwycięstwo. Polacy punktowali głównie dzięki nodze Wojciecha Piotrowicza (15 punktów) oraz przyłożeniom Małeckiego, O’Neilla i Wróbla, ale Czesi odpowiadali skutecznymi atakami po naszych błędach.
Relacje z Gdyni podkreślają dwa kluczowe problemy: nerwowość w obronie i fatalną dyscyplinę w posiadaniu piłki. Nasi mieli kłopoty z komunikacją w linii defensywnej, zbyt łatwo oddawali piłkę i pozwalali rywalom na kontry, co wprost podsumował Piotrowicz: „Dawaliśmy im prezenty, a oni wiedzieli, co z nimi zrobić”. Czechy, wzmocnione doświadczeniem z rozgrywek Rugby Europe Super Cup, wyglądały dojrzalej w zarządzaniu meczem – lepiej wykorzystywały momenty przewagi i nasze przestoje.
Ta porażka, pierwsza w bieżącej edycji Trophy, nie zepchnęła Polski z czoła tabeli, ale mocno skomplikowała sytuację przed wiosennymi spotkaniami z Chorwacją i Szwecją. Właśnie przez pryzmat tych błędów – błędów w komunikacji, zbyt dużej liczby strat, problemów z chłodną głową w końcówce – trzeba czytać obecne roszady w składzie.
Chorwacja: ofensywna u siebie, dziurawa w obronie
Chorwaci to rywal niewygodny, szczególnie u siebie, ale daleki od perfekcji. W obecnym cyklu Trophy potrafili wysoko przegrać ze Szwecją 12:57, ale też pokonać Danię 36:26 i długo stawiać się Czechom, mimo ostatecznej porażki 33:55. Tabela pokazuje ich jako zespół z jednym zwycięstwem i bardzo dużą liczbą punktów straconych, co sugeruje, że mecz w Makarskiej może mieć bardzo otwarty, „punktowany” charakter.
Z polskiej perspektywy kluczowe będzie więc opanowanie chaosu: solidne stałe fragmenty, twarda obrona w pierwszym kontakcie i minimalizacja kar, które w Gdyni okazały się gwoździem do trumny. Właśnie tu przydają się doświadczeni liderzy w przodzie i świeże nogi na skrzydłach – Swiech i duet braci Lechowskich mają dać więcej energii w grze bez piłki i w przejściu z obrony do ataku.
Stawka meczu: Trophy wciąż w zasięgu
Przed wyjazdem do Makarskiej Polska zajmuje drugie miejsce w tabeli Rugby Europe Trophy, z bilansem dwóch zwycięstw i jednej porażki oraz 11 punktami, za niepokonanymi Czechami (13 punktów) i tuż przed Szwecją (10). Chorwacja z jednym zwycięstwem i czterema punktami broni się przed strefą spadkową, podobnie jak Dania, a Litwa zamyka stawkę z jednym „oczkiem”.
W praktyce oznacza to, że biało‑czerwoni wciąż mają los w swoich rękach w walce o awans do Rugby Europe Championship, ale margines błędu po meczu z Czechami praktycznie zniknął. Zwycięstwo w Chorwacji – najlepiej z ofensywnym punktem bonusowym – utrzyma presję na Czechach i ustawi Polskę do decydującego domowego starcia ze Szwecją. Potknięcie w Makarskiej sprawi natomiast, że będziemy oglądać się nie tylko na Czechów, ale i na Szwedów, a scenariusz powrotu do elity znów oddali się o kilka lat.
Dlatego sobotni mecz to coś więcej niż „kolejne spotkanie w Trophy”: to test, czy reprezentacja wyciągnęła wnioski z Gdyni, czy nowi ludzie rzeczywiście podnoszą jakość, i czy polskie rugby jest gotowe zrobić krok w stronę stałej obecności na wyższym europejskim poziomie.



