26 marca reprezentacja Polski zagra na PGE Narodowym baraż z Albanią o pozostanie w grze o mundial 2026. Na czele drużyny stanie 37‑letni Robert Lewandowski – rekordzista kadry i wciąż jej największa gwiazda – ale nad tym meczem wisi pytanie: czy to jeszcze szczyt „ery Lewandowskiego”, czy już jej końcówka i moment przekazywania pałeczki młodszym?

Kapitan z rekordami na karku

Lewandowski od 2008 roku jest twarzą reprezentacji, a od 2014 – jej kapitanem. Ma już 37 lat, gra w Barcelonie, a jego kontrakt klubowy obowiązuje do 2026 roku, co w praktyce pokrywa się z cyklem obecnych eliminacji i mundialu. Jest najlepszym strzelcem w historii kadry – dawno temu pobił rekord Włodzimierza Lubańskiego, a według aktualnych zestawień ma ponad 80 bramek w narodowych barwach.

Na konferencji przed barażem z Albanią Lewandowski podkreślał, że dla niego te mecze to „dwa finały” i że możliwość reprezentowania kraju na mistrzostwach świata wciąż jest dla niego ogromną dumą i motywacją. Zapytany wprost o zakończenie kariery w kadrze, odpowiedział, że nie podejmie żadnej decyzji niezależnie od wyniku baraży – chce dać sobie czas, ochłonąć i dopiero wtedy zastanowić się nad przyszłością.

W samym barażu wciąż może dać kadrze bardzo dużo:

  • gole i udział przy bramkach – bo nadal regularnie trafia w klubie,
  • doświadczenie z największych scen,
  • autorytet w szatni w meczu „o wszystko”.
    Problem w tym, że równolegle rośnie poczucie, iż opieranie się tylko na nim było przez lata zarówno błogosławieństwem, jak i przekleństwem tej reprezentacji.

Zmęczona generacja: od Błaszczykowskiego po Milika

Pokolenie, z którym Lewandowski wprowadzał Polskę na Euro 2012, Euro 2016 czy mundial 2018, powoli odchodzi ze sceny. Jakub Błaszczykowski oficjalnie pożegnał się z kadrą – symbolicznie, w meczu towarzyskim z Niemcami, żegnany owacją na stojąco i koszulką z numerem 109, oznaczającym liczbę jego występów. To był koniec pewnej epoki na skrzydłach.

Arkadiusz Milik, przez lata naturalny partner Lewandowskiego w ataku, najpierw zaczął tracić miejsce w kadrze przez słabą formę w Juventusie, a potem – przez poważne kontuzje, które wyrzuciły go z gry nawet na ponad rok. Już w eliminacjach do Euro 2024 selekcjoner Michał Probierz pomijał go przy powołaniach, wysyłając jasny sygnał: nazwisko i dawne zasługi nie wystarczą, jeśli dziś nie dajesz gwarancji jakości.

Mamy więc klasyczną sytuację „zmęczonej generacji”:

  • Błaszczykowskiego już nie ma,
  • Milik jest poza głównym planem,
  • Lewandowski wciąż trzyma poziom, ale fizjologii nie oszuka – zbliża się do 38. urodzin.

Pietuszewski i nowa fala. Kiedy przekazać pałeczkę?

Symbolem nowej fali jest dziś przede wszystkim Oskar Pietuszewski. 17‑latek przeszedł z Jagiellonii Białystok do FC Porto za około 10 mln euro, a portugalskie media zachwycają się jego szybkością, dryblingiem i odwagą w grze jeden na jeden. W styczniu zadebiutował w lidze – wszedł z ławki, wywalczył rzut karny na 1:0 i czerwoną kartkę dla rywala, a dziennik „A Bola” uznał go za jednego z najlepszych na boisku.

Lewandowski na konferencji mówił o nim z wyraźną sympatią: nazwał go „nietuzinkowym zawodnikiem”, który może liczyć na jego wsparcie, ale jednocześnie ostrzegał, że w Polsce „lubimy się szybko podniecać” i trzeba dać takiemu chłopakowi czas, bo różnica między 17‑ a 21‑latkiem to przepaść także w sferze psychicznej.

Pietuszewski nie jest jedyny – coraz mocniej wchodzą w kadrę piłkarze z mocnych lig, jak Jakub Kiwior, Nicola Zalewski, Sebastian Szymański czy inni zawodnicy przed „prime time” kariery. Pytanie brzmi: kiedy przekazać im sztafetę? Baraże o mundial raczej nie są momentem na gwałtowną wymianę pokoleniową – tu potrzebne są doświadczenie i spokój. Ale jeśli Polska awansu nie wywalczy, presja na pełniejsze otwarcie drzwi dla młodych będzie gigantyczna.


Ranking FIFA i zaufanie kibiców

Kilka lat temu Polska była nawet na 5. miejscu rankingu FIFA – to był szczyt ery Adama Nawałki i przełomowego Euro 2016. Później jednak przyszły słabsze eliminacje i nieudane turnieje. Po wrześniowych meczach el. Euro 2024 biało‑czerwoni spadli z 26. na 30. miejsce, a ostatnio oscylują w okolicach 31.–34. pozycji.

Same liczby nie grają, ale ranking stał się symbolem „zjazdu” w świadomości kibiców. Coraz trudniej sprzedawać narrację o „złotym pokoleniu”, skoro reprezentacja częściej walczy o baraże niż o pierwsze miejsce w grupie, a mecz z Albanią nie jest już „formalnością”, tylko realnym finałem o być albo nie być na mundialu.

W tym kontekście pytanie „czy to ostatnie wezwanie Lewandowskiego?” nabiera podwójnego znaczenia:

  • sportowego – czy jego gole jeszcze raz pociągną kadrę na wielki turniej,
  • symbolicznego – czy wraz z nim kończy się czas zespołu, który miał wprowadzić Polskę na stałe do europejskiej czołówki.

Na razie pewne jest jedno: 26 marca z Albanią to wieczór, w którym cała piłkarska Polska znów będzie patrzeć głównie na numer 9. A to, co wydarzy się po barażach, może na nowo zdefiniować zarówno rolę Lewandowskiego, jak i tempo przekazywania pałeczki Pietuszewskiemu i jego rówieśnikom.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *