Australian Open 2026 dla Igi Świątek zaczyna się w aurze wielkiej szansy, ale i wielkiego „szumu” – bo to jedyny Szlem, w którym wciąż nie zagrała w półfinale, a jednocześnie ten, który domykałby jej kolekcję (tzw. Career Grand Slam). Sama Iga konsekwentnie gasi jednak tę narrację: nie chce myśleć o wielkich hasłach, nie chce analizować drabinki i stawia na podejście „mecz po meczu”.

Jak jej idzie i na czym ma się oprzeć forma

Przed startem turnieju Świątek przyznała, że początek sezonu nie był perfekcyjny – mówiła, że jej spotkania w Sydney „nie były najpłynniejsze” i że kluczowe jest złapanie rytmu już od pierwszych rund w Melbourne. To ważne, bo Australian Open często nagradza zawodniczki, które szybko „wchodzą” w turniej: warunki bywają zmienne, a dłuższe mecze na starcie potrafią zabrać świeżość na drugi tydzień.

Świątek podkreśla, że jej metoda to codzienny „grind” – czyli cierpliwa praca i wygrywanie kolejnych spotkań bez nakręcania się wizją finału. W praktyce dla niej oznacza to proste priorytety: wysoka intensywność od pierwszej piłki, ograniczenie prostych błędów w wymianach i utrzymanie jakości przy drugim serwisie, bo to elementy, które w Melbourne mogą decydować o tym, czy mecz jest kontrolowany, czy zamienia się w walkę nerwów.

Drabinka i „co ją czeka” – bez spoilerów, ale z realiami

Najciekawsze w tym wszystkim jest to, że Iga naprawdę nie chce patrzeć na drabinkę: Reuters opisuje sytuację z konferencji, gdy zareagowała stanowczo na próbę zdradzania jej potencjalnych przeciwniczek – wprost mówiąc, że to „nie jest żart” i prosząc, by tego nie robić. Ten wątek świetnie pasuje do polskiego tekstu: Świątek wchodzi w AO z planem odcięcia bodźców i chronienia własnego „bańkowego” skupienia, bo wie, że na tym turnieju presja szybko rośnie.

Jednocześnie fakty są takie, że Australian Open jest dla niej najbardziej „niewygodnym” Szlemem w portfolio wyników, więc każde kolejne zwycięstwo będzie budowało nie tylko pozycję w drabince, ale też narrację: czy to wreszcie jej Melbourne.

Możliwe scenariusze: liderka czy „męczarnia”?

Są dwa realistyczne scenariusze rozwoju turnieju. Pierwszy: Świątek gładko przechodzi pierwsze rundy, szybko łapie timing na returnie i dusi rywalki intensywnością, oszczędzając energię na tydzień meczów z czołówką. Drugi: wraca falowanie płynności, o którym sama wspominała po starcie sezonu, a wtedy nawet teoretycznie łatwiejsze mecze potrafią się wydłużać i zabierać pewność siebie.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *