Jordi Meeus (Red Bull – BORA – hansgrohe) wygrał 58. edycję Ename Samyn Classic po sprincie z mocno przetrzebionego peletonu w Dour, ale głównym bohaterem dnia został Per Strand Hagenes (Visma | Lease a Bike) – Norweg, który po solowym rajdzie na ostatnich 30 kilometrach został doścignięty tuż przed metą.
Klasyk z Quaregnon do Dour
Ename Samyn Classic 2026 (kat. 1.1) prowadził z Quaregnon do Dour po 203,8 km wymagającej, pagórkowatej trasy z licznymi sektorami brukowanymi. Organizatorzy przemodelowali układ wyścigu – zamiast długiego dojazdu od razu wprowadzili kolarzy na rundy z pięcioma odcinkami bruków, w tym kluczowymi Côte de la Roquette, Côte des Nonnettes i Rue de Belle Vue, położonymi odpowiednio 8 i 3 km przed metą.
Charakterystyczny „finał pod górę” w Dour – lekko wznosząca się prosta po ostrym zakręcie – sprzyjał dynamicznym sprinterom, ale tempo, wąskie drogi i brukowane sekcje sprawiły, że o zwycięstwo walczyła już tylko uszczuplona grupa.
Ucieczki, kontrataki i wielki numer Hagenesa
Po serii ataków na początku wyścigu uformowała się pięcioosobowa ucieczka, która nigdy nie dostała więcej niż dwie minuty przewagi, bo ekipy faworytów pilnowały sytuacji. W połowie dystansu do przodu ruszyła dwunastka kontratakujących – wśród nich m.in. Gianni Vermeersch, Tomáš Kopecký oraz duet Visma | Lease a Bike: Pietro Mattio i Per Strand Hagenes.
Na około 30 km przed metą, na brukowanym sektorze Rue de Belle Vue, Hagenes zaatakował samotnie, wykorzystując chaos i brak współpracy w grupie harcowników. Norweg szybko zbudował kilkadziesiąt sekund przewagi i przez kolejne kilometry jechał samotnie przed peletonem, który nigdy nie odpuszczał, ale też nie potrafił go od razu skasować – tym bardziej że koledzy z Visma starali się rozbijać pogoń.
„Z dwiema rundami do końca odjechaliśmy w niezłej grupie, ale współpraca była słaba, więc pomyślałem: spróbuję solo i zobaczymy, dokąd mnie to doprowadzi” – mówił po wyścigu 22‑letni Hagenes, przyznając, że „pod koniec bak był już pusty”, ale nie chciał się poddać.
Dogoniony w ostatnim kilometrze, Meeus nokautuje sprintersko
Na finałowych kilometrach przewaga Norwega stopniała do kilku sekund – na ostatnim przejeździe Rue de Belle Vue wciąż utrzymywał minimalny zapas, ale za jego plecami Red Bull – BORA – hansgrohe i Soudal Quick‑Step rozkręciły pełną pogoń po tradycyjny sprint. Gdy Hagenes mijał znak ostatniego kilometra, wciąż się bronił, jednak w lekko wznoszącej się końcówce po prostu zabrakło mu sił – peleton połknął go w okolicach 500 metrów przed kreską.
Próbę kontrataku podjął jeszcze Hugo Page, ale o wszystkim zdecydował finisz z niewielkiej grupy. Meeus znalazł lukę przy barierkach po wewnętrznej, ruszył jak „pocisk” i nie pozostawił rywalom złudzeń, wygrywając z wyraźną przewagą nad Laurenzem Rexem (Soudal Quick‑Step) i Hugo Hofstetterem (NSN Cycling Team). Dla Belga to pierwsze zwycięstwo w sezonie i potwierdzenie świetnej dyspozycji po udanym weekendzie otwarcia.
„Wiedziałem, że jeśli złapiemy Hagenesa, finisz będzie bardzo szybki. Drużyna wykonała świetną robotę, a na ostatnich metrach miałem jeszcze dość mocy, by to dokończyć” – podsumował Meeus w rozmowie z mediami.
Pech Wouta van Aerta przy powrocie do ścigania
Osobnym wątkiem Ename Samyn Classic był powrót Wouta van Aerta. Belg, który z powodu choroby opuścił flamandzki „weekend otwarcia”, zaczął sezon właśnie w tej klasycznej jednodniówce. Przez większość dnia jechał w czołowej części peletonu, wspierając atak Hagenesa i będąc gotowym na plan B w postaci finiszu z małej grupy.
Na 10 km przed metą jego szanse przekreślił jednak defekt – van Aert złapał gumę, musiał zmienić rower, a potem jeszcze raz przesiąść się na zapasowy sprzęt z auta. „Znalazłem się w próżni, sam przeciwko pędzącemu peletonowi. Szkoda, bo czułem się całkiem dobrze i chciałem zobaczyć, jak daleko mogę dojść w finale” – mówił po wyścigu, zapowiadając, że mimo pecha start w Dour był dobrym krokiem w stronę Strade Bianche.
Ename Samyn Classic 2026 zapisał się więc jako wyścig dwóch historii: złamanego serca młodego Norwega i powrotu do gry milczącego sprintera Meeusa, który wykorzystał każdy metr bruków i ostatnie metry pod górę, by zamienić dramat Hagenesa w swoje wielkie zwycięstwo.



