Orlen Wisła Płock zremisowała w Orlen Arenie z Industrią Kielce 28:28, a dodatkowy punkt w hicie 21. kolejki Orlen Superligi wywalczyła po serii rzutów karnych wygranej 4:3. Mecz, który może okazać się kluczowy w walce o mistrzostwo, zapamiętamy przede wszystkim z szaleńczej końcówki i aż sześciu czerwonych kartek.


Mecz sezonu w Orlen Arenie

Od pierwszych minut było jasne, że będzie to „Święta Wojna” w pełnej wersji: twarda obrona, nerwy na granicy wytrzymałości i żadnej większej przewagi którejkolwiek ze stron. Do przerwy było 13:13, a po zmianie stron prowadzenie zmieniało się kilka razy, ale różnica nigdy nie przekraczała dwóch trafień.

Na sześć minut przed końcem Industria odskoczyła na 27:25 i wydawało się, że wywiezie z Płocka komplet punktów. Gospodarze odpowiedzieli jednak serią dobrych obron Torbjörna Bergeruda i szybkimi atakami. W końcówce na 28:27 dla kielczan trafił Benoît Kounkoud, ale w ostatnich sekundach sędziowie – po kolejnej w tym meczu analizie VAR – podyktowali rzut karny dla Wisły. Na 28:28 trafił Melvyn Richardson i o dodatkowym punkcie musiały zadecydować siódemki.

W konkursie rzutów karnych mylili się Łukasz Rogulski i Daniel Dujszebajew, obaj zatrzymani przez Bergeruda. Wisła wykorzystała wszystkie cztery swoje próby i wygrała serię 4:3, dopisując do tabeli drugi punkt. Jak podkreślają lokalne media, taki wynik oznacza, że Nafciarze przystąpią do play-offów z pierwszego miejsca po sezonie zasadniczym.


Sześć czerwonych kartek i 34 minuty kar

Nawet jak na standardy „Świętej Wojny” poziom kar i wykluczeń był w Płocku ekstremalny. Przegląd Sportowy wyliczył, że sędziowie pokazali w sumie sześć czerwonych kartek i nałożyli aż 34 minuty kar dwuminutowych. Już w 9. minucie, po analizie wideo, boisko musiał opuścić Michał Olejniczak, który przy rzucie Zoltana Szity odepchnął rywala – Węgier zdobył bramkę i groźnie upadł, co arbitrzy uznali za przewinienie na czerwień.

W końcówce gradacja kar dopadła kolejne gwiazdy: z boiska wylecieli Arciom Karalek i Theo Monar po stronie Industrii oraz Kirył Samoila w barwach Wisły. Podczas serii rzutów karnych czerwoną kartkę za niesportowe zachowanie otrzymał jeszcze Przemysław Krajewski, co tylko dopełniło obrazu meczu rozgrywanego na samej granicy przepisów i wytrzymałości nerwowej.

Dziennikarze zgodnie piszą o „brutalnej Świętej Wojnie”, w której było wszystko: obrona na pograniczu faulu, długie wideoweryfikacje, przepychanki i dyskusje z sędziami. W kontekście wcześniejszych skandali z niebieską kartką za ugryzienie rywala czy awanturą między Sabate i Dujszebajewem w poprzednich sezonach tylko potwierdza to reputację tych derbów jako jednego z najbardziej elektryzujących i najbardziej nacechowanych emocjami starć w europejskiej piłce ręcznej.


Głosy po meczu: zimna krew zadecydowała

Talant Dujszebajew w pomeczowych komentarzach przyznał, że jego drużynie „zabrakło zimnej krwi w decydujących momentach spotkania”. Przy prowadzeniu dwoma bramkami w końcówce Industria najpierw pozwoliła gospodarzom wrócić do gry, a później nie wykorzystała szansy na domknięcie wyniku w ataku pozycyjnym – to wszystko zemściło się w ostatnich sekundach i w serii rzutów karnych.

Kieleckie media zwracały jednak uwagę, że mocno osłabiona kadrowo Industria „dzielnie walczyła w Płocku”, docierając na skraj zwycięstwa w jednej z najtrudniejszych hal w lidze. Z punktu widzenia Wisły to z kolei kolejny dowód, że zespół Xaviego Sabate potrafi grać na styku – jeszcze kilka dni wcześniej Nafciarze zremisowali 29:29 z triumfatorem Ligi Mistrzów SC Magdeburg w Champions League, również dzięki znakomitej postawie bramkarza w końcówce.


Co oznacza ta „Święta Wojna” dla układu sił?

Remis po 60 minutach i wygrana Wisły w karnych sprawiają, że Nafciarze umacniają się na pozycji lidera Orlen Superligi po fazie zasadniczej i są krok bliżej obrony mistrzostwa. Dla Industrii ten punkt może okazać się cenny w kontekście układu tabeli przed play‑offami, ale jednocześnie każda strata przy tak regularnie punktującej Wiśle ma ogromne znaczenie.

Kielecki klub wchodzi teraz w kluczowy fragment sezonu, łącząc ligę z walką o ćwierćfinał Ligi Mistrzów – już w środę czeka go mecz ze Sportingiem Lizbona. Wisła z kolei dostała potężny zastrzyk pewności siebie: najpierw starcie jak równy z równym ze zwycięzcą Champions League, a potem wygrana „Świętej Wojny” po karnych i w atmosferze wrzenia.

Jeśli coś ten mecz pokazał, to to, że w maju – gdy przyjdzie czas na finałową serię – możemy spodziewać się kolejnych odsłon tej wojny nerwów. Z pełnymi trybunami, z graną na granicy ryzyka obroną i z przekonaniem po obu stronach, że w polskiej piłce ręcznej nie ma meczu ważniejszego niż Wisła – Industria.

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *